byc moze brzmi to troche jak tekst stracenca ale to rzeczywiscie bedzie moj ostatni weekend w stanach. fajnie tu. zawsze jest fajnie jezeli sa ludzie z ktorych mozna sie posmiac i ludzie z ktorymi mozna sie posmiac ![]()
nastepny weekend bedzie weekendem urodzinowym. jakos ostatnio przestal to byc "wyjatkowy" dzien. przypuszczam ze bedzie bardzo normalny. rano pojade na lotnisko, potem cala uwaga skupi sie na tacie (zreszta slusznie skoro mama nie widziala go od paru miesiecy
) a reszte dnia spedze w samochodzie. chyba wolalabym przespac ten dzien. tak zeby sie obudzic juz w niedziele i przynajmniej nie miec poczucia ze znow jestem o rok starsza.
natomiast jeszcze nastepny weekend spedze juz w helsinkach. na duchu podtrzymuje mnie mysl ze ci wszyscy ludzie tam beda jechali na dokladnie tym samym wozku co ja. troche tak jak pierwszego dnia na wspizie. wtedy nie wyszlo tak zle ![]()
hmmmm... gdyby nie tamten pierwszy dzien... wszystko byloby takie inne. przede wszystkim nie byloby mnie tu. no bo po co mialabym jechac do stanow gdyby nie lekka depresja mojej soulmate? 
bedzie dobrze, oh yes it will!
E tam... zeby odrazu sklonnosci samobojcze nazywac depresja...to chyba lekka przesada...???